Popularny nawyk pod prysznicem, który ma zwiększać ryzyko raka? Nie, nie chodzi o wpychanie pumeksu w dupę. Chociaż właśnie taka odpowiedź pojawiła się pod postem Onet Kobieta i, przyznaję, jest chyba znacznie lepsza od samego nagłówka. O co chodziło naprawdę? O regularne używanie mocno perfumowanych żeli pod prysznic. A cała historia jest przy okazji świetnym przykładem tego, dlaczego internauci coraz częściej odpowiadają żartem na clickbaitowe nagłówki.
Bo spójrzmy na sam tytuł: „Popularny nawyk pod prysznicem może zwiększać ryzyko raka. Onkolog alarmuje”. Prysznic bierze praktycznie każdy. Każdy ma też jakieś nawyki. Do tego rak i alarmujący onkolog. Trudno zbudować nagłówek, który skuteczniej mówi: to może dotyczyć właśnie ciebie, więc lepiej kliknij.

Popularny nawyk pod prysznicem – o co naprawdę chodziło?
O żel pod prysznic. Dokładniej o regularne korzystanie z mocno perfumowanych żeli pod prysznic. W artykule Onet Kobieta przywołano wypowiedzi lekarzy zwracających uwagę między innymi na składniki produktów zapachowych oraz długotrwałą ekspozycję na niektóre substancje chemiczne.
I właściwie można byłoby napisać właśnie taki nagłówek: „Lekarze zwracają uwagę na skład mocno perfumowanych żeli pod prysznic”. Tylko wtedy tajemnica znika. Czytelnik od razu wie, o co chodzi, i sam decyduje, czy temat go interesuje.
A tak dostajemy raka, prysznic i „popularny nawyk”. Brakuje tylko informacji, co właściwie robimy źle.
Internet znalazł więc własny sposób na uzupełnienie tej luki. Pod postem pojawił się komentarz:
„Chodzi o wpychanie pumeksu w dupę. Nie musicie czytać dalej.”
I przepraszam, ale ten żart jest naprawdę świetny.
Nie dlatego, że temat zdrowia jest śmieszny. Nie jest. Śmieszna jest konstrukcja nagłówka, która pozwala wstawić w miejsce „popularnego nawyku” praktycznie wszystko. Pumeks pasuje tym lepiej, że jest przedmiotem faktycznie kojarzącym się z łazienką. Absurdalne rozwiązanie zagadki obnaża absurd samego sposobu jej zadawania.
Przy okazji warto zachować proporcje. Nie jestem onkologiem i nie zamierzam na podstawie jednego artykułu ogłaszać, że żel pod prysznic powoduje raka. Kosmetyki sprzedawane w Unii Europejskiej podlegają wymaganiom dotyczącym bezpieczeństwa i ocenie przed wprowadzeniem ich na rynek. Dyskusja o składzie, substancjach zapachowych czy wieloletniej ekspozycji jest czymś zupełnie innym niż proste stwierdzenie: „myjesz się tym, więc dostaniesz raka”. Podobnie jest z innymi substancjami, z którymi regularnie mamy kontakt – choćby z chlorem stosowanym na krytych basenach. Samo pytanie o wpływ danej substancji na zdrowie wymaga znacznie więcej kontekstu niż efektowny nagłówek.
A właśnie pomiędzy tymi dwiema rzeczami clickbait zostawia sobie bardzo wygodne miejsce.
Clickbait działa. Tylko że internauci nauczyli się już z niego śmiać
Clickbait nie polega wyłącznie na napisaniu głupiego albo przesadzonego tytułu. Jego najważniejszym narzędziem jest niedopowiedzenie. Dostajesz kawałek informacji, który brzmi wystarczająco poważnie albo dziwnie, żebyś chciał poznać resztę.
„Popularny nawyk pod prysznicem” jest tego podręcznikowym przykładem. Gdybym napisał „mocno perfumowany żel pod prysznic”, właściwie przekazałbym najważniejszą informację już w nagłówku. Tymczasem „popularny nawyk” uruchamia prostą myśl: cholera, przecież ja też biorę prysznic. Co robię źle?
Klik.
I właśnie dlatego rozumiem ludzi, którzy zamiast kolejny raz dawać się prowadzić za rękę przez tajemniczy nagłówek, wchodzą w komentarze i szukają jednej osoby, która już wykonała robotę za wszystkich. Ktoś otwiera artykuł, przewija pół strony reklam, zdjęć i kolejnych akapitów, znajduje odpowiedź i wraca na Facebooka z krótkim: „chodzi o żel”.
Albo, jeśli ma lepszy dzień, z pumeksem.
Problem polega na tym, że przez lata takich nagłówków media same nauczyły swoich czytelników tej reakcji. Gdy każdy kolejny produkt „zwiększa ryzyko raka”, każdy codzienny zwyczaj jest „popularnym błędem”, a lekarz, dietetyk, mechanik czy ekspert „alarmuje”, odbiorca zaczyna traktować cały schemat jak konwencję komediową.
I szkoda, bo pod przesadzonym nagłówkiem potrafi znajdować się całkiem rozsądna informacja. Temat składu kosmetyków, działania substancji zapachowych czy tego, czym przez lata smarujemy i myjemy skórę, nie jest przecież bezwartościowy. Tyle że można o nim napisać normalnie, bez sugerowania przed kliknięciem, że jakaś tajemnicza czynność wykonywana rano pod prysznicem prowadzi nas prosto na oddział onkologiczny.
Internet odpowiedział więc dokładnie tym samym językiem, którym został zaczepiony: przesadą. Redakcja zostawiła absurdalnie dużą lukę informacyjną, a komentujący wypełnił ją jeszcze większym absurdem.
I tak oto artykuł o perfumowanych żelach pod prysznic dostał drugie życie jako historia o pumeksie. Podejrzewam, że właśnie ta wersja zostanie w internecie znacznie dłużej.

